Uwielbiam, no po prostu uwielbiam podróżować, poznawać nowe miejsca, eksplorować starożytne zamczyska, czy potężne klasztory, katedry i do tego przyroda: lasy, góry, rzeki, morza i to wszystko czym Matka Natura nas obdarowała. Wszystko to można podziwiać w przepięknym regionie Włoch – Toskanii.
Jak zawsze szybka decyzja, nieco lektury o tym co warto, a czego nie, a co jest absolutnym „mustem”. Ponieważ miałem ochotę na SPA, relaks, termy w połączeniu z jakimiś interesującymi zabytkami, więc los padł na trzy naprawdę śliczne miejscówki oddalone ode mnie nie więcej niż 280 km.
29. dzień grudnia, a pogoda? No cóż zimnawo (w nocy przymrozek i koło 0 stopni, a w dzień do 10) ale niebo (jak zwykle w słonecznej Italii) „azzurro” czyli „błękitne”. Wsiadam ze znajomymi do mojego Fiacika i w drogę… pierwsza miejscówka czyli miejsce, które naprawdę powala z kolan. Niczym oaza na środku pustyni, łabędź wśród brzydkich kaczątek, choć w przypadku panoramy toskańskiej ciężko mówić o brzydocie, bo pola pełne oliwek, winnic, akacji i drzew wszelkiej maści, kolory a la „złota polska jesień”. Toskania jest boska, ale do rzeczy. Cóż to za miejscówka? No jest tak piękna, że zastanawiałem się czy o niej pisać, żeby tłumy olneowiczów się tam nie rzuciły :p :x chodzi o Termy. Tak, tak o Termy przez duże „T”. Naprawdę wyjątkowe i choć byłem w różnych w Polsce i poza jej granicami, to w takich termach nie byłem nigdy. Nazywają się: „Cascate del mulino” i co ciekawe są otwarte 365 dni w roku (a w przestępnym nawet 366 :p) 7 dni w tygodniu 24h (niczym Tesco w Polsce) i co ciekawe są ZA FREE!!! Jak to wygląda? Po przyjechaniu na bezpłatny parking wystarczy jakiś plecaczek, można w kąpielówkach/szlafroku już z parkingu iść nie ma co do tego żadnych reguł. rozkładasz się gdzie chcesz na ziemi (nie ma żadnych szafek, a rolę wieszaków spełniają tu gałęzie). I pierwszy kontakt z wodą… wspaniale. Na zewnątrz ok. 6 stopni i zimny wiatr, a woda ma stałą temperaturę ok. 37 stopni przez cały rok i słynie z niezwykle leczniczych właściwości zwłaszcza na skórę, układ trawienia, krążenia i inne. Miejsce dalekie od stresu, codziennego zamieszania i problemów w którym jedynym „hałasem” jest uroczy i relaksujący szum wody i śpiew ptaków. No MEGA darmowy i klimatyczny relaks.
Po niemal 2 godzinach pluskania podążyliśmy dalej w kierunku średniowiecznych klimatów, by raz jeszcze przypomnieć sobie słynną legendę o królu Arturze.
Pewno część z was słyszała, widziała, czytała, oglądała film, bajkę itd. o „mieczu w skale”. Nie wszyscy wiedzą, że legenda o Królu Arturze, który miał zapewnić sobie koronę wyciągając miecz ze skały ma tak naprawdę swój autentyczny, udowodniony historycznie (sic!) wzór. Chodzi o „spada nella roccia” czyli właśnie o mieczu w skale, który można oglądać w Eremo Montesiepi w Toskanii. Historia wydaje mi się na tyle interesująca, że postanowiłem ją tu pokrótce przedstawić.
W 1180 r. pewien rycerz o imieniu Galgano po wizji św. Michała Archanioła postanowił porzucić dotychczasowe zajęcie i wdziać habit eremity. Decyzję tę zapieczętował wbijając miecz w skałę i tak (z rękojmi) powstał krzyż do adoracji.
Przez wiele lat uważano tę historię za jedną z wielu legend „ciemnego średniowiecza” i myślano, że miecz to falsyfikat… aż do roku 2001 kiedy naukowiec (niejaki Luigi Guarlaschelli z Uniwersytetu w Padwie) dokonał badań i ku zdziwieniu wielu wykazał oryginalne i autentyczne, średniowieczne pochodzenie miecza. Udowodnił on, że skład metalu pochodzi naprawdę z tamtych czasów. Pomimo badań naukowcy z uniwersytetów w Pawii, Sienie, Padwie i Mediolanu nie byli w stanie wytłumaczyć z punktu widzenia naukowego jak to możliwe, aby zwykły miecz umieścić w tak twardym materiale jakim jest skała, w którym już na wieki tenże miecz utkwił i najprawdopodobniej stał się prawdziwą inspiracją dla legendy o królu Arturze.
Obok Eremo Montesiepi (tudzież nieco poniżej) znajduje się bardzo oryginalna zabudowa opactwo San Galgano. W średniowieczu duże opactwo zamieszkałe przez mnichów – cystersów. Dziś były już kościół – ruina (został zdekonsekrowany): bez dachu, okien. Widok nieco przytłaczający, ale mimo wszystko taki hmm „mroczny” i do dziś odbywają się tam koncerty, różne wystawy itd.
Kolejnym i ostatnim punktem naszej 2 dniowej wyprawy było miast należące do światowego patrymonium UNESCO – San Gimignano zwane też „średniowiecznym Manhattanem”. Nie będę się zbytnio rozpisywał (resztę oddadzą poniekąd zdjęcia). Będąc w Italii to miasto naprawdę trzeba zobaczyć i dodałem je do mojej personalnej listy ulubionych, klimatycznych, najpiękniejszych średniowiecznych włoskich miasteczek (obok Sieny i Asyżu).


style="display:block; text-align:center;" data-ad-layout="in-article" data-ad-format="fluid" data-ad-client="ca-pub-9527454204289988" data-ad-slot="6609434057">
1) Termy (darmowe i otwarte cały rok) Cascate del mulino
2) Opactwo San Galgano i miecz w skale
3) Średniowieczne miasteczko San Gimignano
Album podróżnika

Robert

Dodano albumów: 2
2018-12-15 13:23:17
Album podróżnika

kasia

Dodano albumów: 1
2016-09-09 18:00:26
Album podróżnika

Ryszard

Dodano albumów: 1
2018-04-19 17:17:24
Album podróżnika

Maja

Dodano albumów: 5
2018-04-06 11:52:48