Na swieta tym razem wybralem sie do Sztokholmu, zwanego tez Wenecja Polnocy. Nie bez powodu, bo Sztokholm lezy na archipelagu wysp, 14 glownych i 24 000 malych wysepek. Gondolierow nie widzialem, ale cala mase roznej wielkosci lodzi i statkow juz tak. Wiele z nich oferuje kursy wokol miasta, zwiedzanie, czesto polaczone z poczestunkiem na pokladzie. Do miasta dotarlem pod wieczor w Wigilie, zatrzymalem sie w hotelu blisko samego centrum. Stare miasto lezy na wyspie Gamle Stan. Po drodze zahaczylem o ratusz miejski z kolumnada, ktora jednej podrozniczce kojarzyla sie z Palacem Dozow w Wenecji. Nie bylem, wiec nie wiem. Wielki budynek lezy nad sama woda, swietne kasetony w kolumnadzie. Potem juz przechadzka po starym miescie z wieloma waskimi, brukowanymi uliczkami. Dosc sporo turystow, ale trudno sie dziwic. To tutaj jest zamek krolewski, katedra, muzem nagrody Nobla i wiele innych ciekawostek. Do obiadu na pasazu handlowym Drottninggattan wypilem kieliszek gloggu, czyli grzane wino popularne w okresie swiatecznym w Skandynawii. Wyspa Djurgården to oferta dla milosnikow muzeow. Muzeum Abby, muzeum Wazy, muzem wrakow, Wikingow polozone sa obok siebie na bulwarach. Po drodze przystan lodzi oferujacych wspomniane wczesniej rejsy po Sztokholmie i okolicy. Do tego stare, wiekowe Tivoli. Tym razem turystow i lokalsow cieszacych sie dobra pogoda do spacerow bylo znacznie wiecej, niz dzien wczesniej. Inna sprawa, ze drugi dzien swiat w Szwecji jest dniem handlowym. Tlumy ludzi szturmowaly sklepy i centra handlowe na Drottninggattan. W ciagu dnia i wieczorami pelne kawiarnie i restauracje. Wycieczka fajna, choc tradycyjnie bylem sam.