Zaczęło się banalnie. Moja mama, która w tym roku obchodzi jedną z równych rocznic swojego urodzenia, powiedziała przy niedzielnym obiedzie, że marzeniem jej życia jest zobaczenie tulipanowych pól w Holandii. "Więc jedź" - podsumowałem krótko, wiedząc, że chętnie korzysta z propozycji zaprzyjaźnionego biura podróży. „To nie jest takie proste”. Nie jest proste? Ze mną będzie.
Początkowo chciałem lecieć samolotem, ale w końcu zdecydowałem się na samochód. Postawiłem na niezależność za cenę mniejszej wygody i dłuższego czasu podróży. Drogę podzieliłem na dwa etapy z noclegami w Berlinie jadąc do Holandii i we Frankfurcie nad Menem w drodze powrotnej. Gdyby chodziło tylko o mnie, nie pokusiłbym się o takie rozwiązanie, ale w tej sytuacji ... Przy okazji dowiedziałem się, że można wyczarować sobie naprawdę przyzwoity hotel w Berlinie ze śniadaniem o przebogatej różnorodności za nieco ponad sto złotych.
Bazą wypadową stał się Rotterdam. To nowoczesne, pełne ludzi miasto. Podobała mi się w nim szczególnie fantazja tamtejszych architektów. Potężne wieżowce powykręcane w różne strony górują nad tym miejscem przyciągając i ciesząc oczy. Panoramę miasta można podziwiać z wieży widokowej na której zainstalowano obrotową kabinę. Szczególnie port robi niesamowite wrażenie. Wielką frajdę sprawiło mi również myszkowanie między straganami na bazarze, odpoczynek wśród parkowych alejek i rzeźb sztuki nowoczesnej, których mama absolutnie nie przyjmowała oraz wieczorne spacery po centrum miasta.
Dużo większe wrażenie zrobiła jednak na mnie Haga. Tam nowoczesność splata się przeszłością. Polecam spacer w niedzielny poranek po uliczkach haskiej starówki. I kawę w jednej z włoskich knajpek. I zwiedzanie zamku, i muzea, i jazdę tramwajem... A jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć całą Holandię w jedno popołudnie, niech odwiedzi Holandię w Miniaturze. Zaręczam, że przede wszystkim dzieci po wizycie w tym miejscu będą miały o czym opowiadać. Na późne popołudnie zostawiliśmy sobie oceanarium. Widziałem w życiu kilka tego rodzaju miejsc. To może nie należy może do największych, ale jego wystrój, sposób eksponowania fauny i flory jest naprawdę uroczy. W wydry... Cóż, wydry to po prostu wydry. Przesympatyczne. Dzień proponuję zakończyć spacerem w ciepłych, pomarańczowych promieniach zachodzącego słońca: szeroką, piaszczystą i, co ważne, czystą plażą albo nadmorską promenadą. A najlepiej i jednym, i drugim.
Amsterdam. Trochę czytałem o tym mieście, a jeszcze więcej słyszałem. Że kosmopolityczne, że niebanalne, że otwarte na różnorodność. Na mnie jednak nie zrobiło takiego wrażenia, jakiego się spodziewałem. Oczywiście jest tu sporo miejsc wartych odwiedzenia. Jest nawet sporo miejsc urokliwych, choćby kafejek nad kanałami. Z przyjemnością można się pogubić w wąskich, jednokierunkowych uliczkach. Ale całość wydała mi się jakaś taka zbyt płaska, nic nie wywołało euforycznego „wow”. Nawet zioła rosnące w witrynach słynnych coffee-shopów nie zrobiły na mnie wrażenia. Żałowałem tylko tego, że nie miałem okazji zobaczyć Amsterdamu późnym wieczorem, w świetle ulicznych latarni.
I jeszcze coś. Jeśli będziecie w okolicy Amsterdamu i będziecie mieli ochotę zobaczyć z bliska jak to u nich drzewiej bywało, no i będziecie chcieli dotknąć słynnych holenderskich wiatraków, to koniecznie wpadnijcie do Zaanse Schans. Tam całą Holandię zgromadzono w jednym miejscu: sery, chodaki, biżuteria, tłoczony olej, kruszona kreda...
W końcu kilka słów o tym, co stanowiło sedno wyjazdu. Tulipany. Wydawało mi się, że kwiaty jakoś nieszczególnie do mnie przemawiają. Nawet tulipany, choć do nich generalnie nie wiedzieć czemu mam jakiś tam sentyment. Ale to, co zobaczyłem w Parku Keukenhoff i na paradzie kwiatowej w Liesse urzekło nawet mnie. Jak dotąd nie spotkałem w jednym miejscu takiej rzeszy ludzi, którzy zachwycaliby się kwiatami. Młodych, starych, w średnim wieku. Białych, czarnych, żółtych, czerwonych. Kobiet, mężczyzn, dzieci. Wierzcie lub nie wierzcie, naprawdę jest się czym zachwycać i żadne słowa nie oddają piękna tego miejsca w sposób mu należny. Ogród Keukenhoff jest czynny wyłącznie wiosną od marca do maja. Jednak jeśli czujecie się przekonani i zechcecie go zobaczyć własne oczy, koniecznie zaplanujcie wyjazd w takim czasie, aby móc uczestniczyć we wspomnianej paradzie kwiatów.
Po powrocie zrozumiałem, dlaczego marzenie mojej mamy można było nazwać Marzeniem przez duże „M”. I cieszy mnie, że miałem okazję stać się jakąś jego cząstką.



Ogród Keukenhoff i paradę kwiatów w Liesse, Science Center i kanały w Amsterdamie, Oceanarium i stare miasto w Hadze, centrum Rotterdamu.

Komentarze:

26/01/2016

Marzka:

Mam to samo marzenie i chyba się w końcu spełni w tym roku :) Już się nie mogę doczekać ! Dzięki za tego bloga. Byłam w Rotterdamie i Hadze, więc trochę wiem o czym piszesz i też uważam, że Haga ma większy urok. Pozdrawiam

Album podróżnika

Dominika

Dodano albumów: 6
2019-07-17 17:36:49
Album podróżnika

Łukasz

Dodano albumów: 1
2019-03-31 16:39:02
Album podróżnika

Dominika

Dodano albumów: 6
2019-07-31 09:19:30
Album podróżnika

Jacek

Dodano albumów: 14
2017-05-23 18:21:00