W ambitnym składzie wyruszyliśmy na kolejny podbój bałkańskich klimatów. Budapeszt jak Budapeszt, z ciekawostek zdjęcia autobusu-amfibii z prawdziwą kotwicą jak przystało na okręt desantowo-turystyczny :-) Z powodów czasowo-logistycznych z Budapesztu skoczyliśmy od razu do Nowego Sadu (uwaga na przebudowę autostrady - do Nowego Sadu od strony Suboticy jest tylko JEDEN zjazd, nie sugerujcie się mapą tylko skręcajcie w pierwszy zjazd do Nowego Sadu jaki się tylko pojawi). Nowy Sad jest warty odwiedzenia, twierdza z czasów austro-węgierskich jest większa od tej naszej w Kłodzku, piękne widoki na Dunaj, Stare Miasto po drugiej stronie rzeki także ma sporo uroku. Następny przystanek - Belgrad. Muzeum Nicoli Tesli nieco rozczarowuje, na niewielkiej przestrzeni zgromadzono kilkadziesiąt eksponatów, jest tłoczno, właściwie jedyną mocną atrakcją jest pokaz działania cewki rezonansowej Tesli. Miasto przywitało nas deszczem i chłodem. To chłodne powitanie osłodził nam zacny gospodarz hostelu Mirijevski Konak, podejmując nas po królewsku doskonałą śliwowicą i lokalnym jedzonkiem. Mocno rozgrzani od wewnątrz ruszyliśmy na podbój Belgradu, niestety z powodu pogody wykonaliśmy tylko krótki rekonesans i zwiedzanie przełożyliśmy na następny dzień. Ponieważ wypadło to w poniedziałek, większość muzeów była zamknięta, pozostało zwiedzanie centrum miasta, twierdzy i zoo. Twierdza zajmuje spory teren, przy wejściu jest wystawa sprzętu wojskowego z polskim akcentem (tankietka TKF). Z umocnień jest piękny widok na ujście Sawy do Dunaju i mieszające się różne kolory ich wód. Zoo jest niewielkie, całkiem przyjemnie spaceruje się po jego uliczkach. Na mieście jest mnóstwo kawiarenek i restauracji z lokalnymi daniami, w których zapomina się o upływie czasu. Następnym etapem tripu było Smederevo. Twierdza jest olbrzymia, pięknie położona na brzegu Dunaju. W dalszej drodze odwiedziliśmy monastyr w Studenicy, potem przez Novi Pazar i Sienicę dotarliśmy do kanionu Uvac. Z terenu Kampingu Uvac odpływają łodzie wycieczkowe (cena rejsu 1250 RSD) z przystankiem w celu zwiedzania jaskini, w drodze powrotnej można wysiąść z łodzi, wejść na pieszy szlak widokowy i wrócić na kamping. Z Uvac przez Prisztinę przejechalismy do Niszu. O ile przy wjeździe do Kosowa w Rudnicy nie było żadnej kolejki, to na ponowny wjazd do Serbii w Merdare czekaliśmy ponad 4 godziny. Na serbskich posterunkach pokazaliśmy dowody osobiste, na kosowskich paszporty i obyło się bez opisywanych w internecie perturbacji z wykreślaniem przez Serbów kosowskiej pieczątki w paszporcie. W dalszym ciągu obowiązuje dodatkowe kosowskie ubezpieczenie auta za 15 euro. Z uwagi na opóźnienie na granicy nocowaliśmy w motelu Stara Vrba 10 km na północ od Kursumlija. Następnego dnia zwiedziliśmy Miasto Diabła i Nisz. Dla smakoszy bałkańskiej kuchni - w Niszu, 50 m w lewo od wejścia do twierdzy, przy postoju taxi - jest budka z kapitalną pljeskavicą i smażonymi rybami, a nieco dalej spory bazar owocowo-warzywny. Na tym zakończyliśmy zwiedzanie Serbii, następny przystanek - Skopje.



Kto ma na tyle odwagi, żeby autobusem popływać po Dunaju - do dzieła! Warto zajrzeć do Nowego Sadu. Belgrad - Muzeum Tesli - raczej dla fanów. Dobrym punktem programu jest zwiedzanie twierdzy i zoo. Kanion Uvac - obowiązkowo, Miasto Diabła - ciekawe, choć w rzeczywistości jest niewielkie.
Album podróżnika

Alexandra J.

Dodano albumów: 15
2015-01-27 15:01:22
Album podróżnika

Adam

Dodano albumów: 3
2020-12-04 10:16:06
Album podróżnika

Nad..ja

Dodano albumów: 6
2020-02-10 18:01:40
Album podróżnika

Kaśka

Dodano albumów: 3
2016-07-07 05:40:19
Ta strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki mechanizmu przechowywania lub dostępu cookie w Twojej przeglądarce.