Kambodża – państwo w poł – wsch Azji, leży na Półwyspie Indochińskim nad ZatokąTajlandzką. Kambodża wciąż tak mało znana jest miejscem niezwykłym. Odnajdziemy tu niesamowite ruiny świątyń, a zaklęte w kamieniu duchy przodków wyszepczą nam dawne dzieje rozkwitu i upadku potężnego Imperium Khmerów.
Malutka Kambodża to kraj najstarszej cywilizacji na Półwyspie Indochińskim. Tajemnicze państwo Khmerów ze stolicą w Angkorze niegdyś obejmowało tereny: Tajlandii, Laosu i Wietnamu. To tutaj zachowało się najwięcej zabytków dawnego Imperium. Wśród nich czołowe miejsce zajmuje słynny Angkor Wat – największa świątynia świata. Właściwą stolicą, w której rezydowali królowie był Angkor Thom. Na całym obszarze znajduje się wiele zabytków zapomnianych na setki lat, odkrytych i wydartych dżungli ( w 1861r ) przez francuskiego archeologa o imieniu Henry Mouhot.
Po wylocie z Wietnamu ( Ho Chi Minh City ) dotarliśmy do Siem Reap w Kambodży skąd wcześniej zorganizowany transport zabrał nas do hotelu Navutu Dreams, romantycznego miejsca, otoczonego tropikalnym ogrodem. Zostawiliśmy bagaże w hotelu i rykszą ( najpopularniejszy tutaj środek transportu ) ruszyliśmy w miasto.
Siem Reap leży nad rzeką o tej samej nazwie wpadającą do wielkiego jeziora Tonle Sap. Jak już wspomniałam, miasto leży nad rzeką, z którą krzyżuje się główna ulica, a zarazem odcinek drogi narodowej łączącej Siem Reap ze stolicą Phnom Penh. Są tu również dwie główne ulice poprzeczne, bulwar Sivatha i nadrzeczna aleja Pokambar oraz dwa ronda. Centrum miasta obejmuje m.in. dwa duże bazary: Center Market „Phsar Kandal” i Old Market „Phsar Chas” ( oba warto odwiedzić oferują bowiem po rozsądnych cenach towary i pamiątki ). Zatrzymujemy się w centrum i zwiedzamy Angor National Museum, a potem planujemy pójść „ połazić” po nocnych bazarach; są dwa: Noon Market i Angkor Night Market. Większość świątyń buddyjskich stoi na lewym, wschodnim brzegu rzeki i tam też się udajemy. Zwiedzamy więc po kolei: Wat Prech Polanka, Wat Preh An Kau i An Kau Sey. W międzyczasie naszej „rykszowej” przejażdżki doliczyłam się 10 mostów łączących oba brzegi rzeki Siem Reap. Dalej ruszamy w stronę lotniska, gdzie zlokalizowana jest Kambodżańska Wioska Kulturalna ( Cmbodia Cultural Village ). Kolejnie wracamy do centrum i zwiedzamy Artisans Angkor ( Centrum Rzemiosła Artystycznego ), usytuowana w ładnym ogrodzie porośniętym palmami. Można tu obserwować młodych artystów podczas pracy i kupić pamiątkę w miejscowym sklepiku, a także coś zjeść lub po prostu odpocząć w kawiarni. Zrobiło się już dość późno więc szukaliśmy ciekawego miejsca na kolację którą zjedliśmy w restauracji Kulen II ( rekomendowana ) z występami kambodżańskiego zespołu Tańców Narodowych. Mieści się ona przy bulwarze Sivatha – polecam, całkiem przyjemne miejsce. Z płaceniem wszędzie nie ma problemu, gdyż dolary amerykańskie są bowiem obok kambodżańskich rieli, równoległą oficjalną walutą. Ciekawy i miły dzień za nami, ale już nie mogę się doczekać jutra i zwiedzania czarodziejskiego kompleksu świątyń Angkor. Wstajemy więc wcześnie rano, gdyż ok. godz 5 ( co było strategicznym posunięciem, po prostu, aby uniknąć tłumów i zobaczyć niesamowity wschód słońca ) byliśmy już w drodze. Ruszyliśmy w kierunku Muzeum Narodowego Angkor, gdzie zaraz obok znajduje się wartownia głównego wejścia na teren sławnej doliny i kasy biletowe. Nie jest to możliwe bez paszportu lub jakiegokolwiek ID. Strona dokumentu ze zdjęciem jest skanowana i drukowana na bilecie, który można kupić na 1, 3, lub 6 dni ( odpowiednio za 20, 40 lub 60 dolarów ). Bilet czyli tzw Angkor Pass uprawnia posiadacza do zwiedzania całego terenu i jest skrupulatnie kontrolowany ( parę razy dziennie ) przy różnych świątyniach; więc pamiętajmy, aby go dobrze pilnować! Brak biletu nawet, gdy zostanie zgubiony, oznacza wysoką karę.
A teraz przedstawię mały zarys historyczny miasta Angkor, bez którego nie da się przejść dalej.
ANGKOR – to cały kompleks, rozliczne świątynie, fosy, bramy, dosłownie całe gigantyczne miasto. Angkor wpisany jest na listę Guinessa i powszechnie uważany za największy kompleks świątynny świata. Jest pomnikiem potęgi człowieka świetności Khmerów oraz dowodem walki człowieka z naturą. Angkor to po Khmersku „miasto”. To centrum kulturowe i polityczne Imperium Khmerów powstało i istniało na przełomie od IX do XVw naszej ery i było największą metropolią ówczesnego świata. Angkor liczył milion mieszkańców w czasach, kiedy w Paryżu mieszkało 250,000 ludzi, zaś w Krakowie 20,000. To z tego miejsca Khmerscy Królowie władali ziemiami rozciągającymi się na większość terytoriów zwanych obecnie Indiochinami. Schyłek tej potęgi nadszedł w XVw, kiedy Syjam ( czyli współczesna Tajlandia ) najechał i całkowicie zagrabił i zdewastował to miejsce. Król wraz z ludnością, która przeżyła atak, na zawsze opuścili to miejsce, które z czasem popadło w totalną ruinę i zostało bezlitośnie wchłonięte przez dżunglę. Przez wieki natura niszczyła dawną potęgę i skutecznie izolowała ją od ludzkości. Ponownie miejsce to odkrył ( wspomniany wcześniej ) francuski podróżnik Henri Mouhot. Po utracie przez Francję kolonii w Indochinach, nowe władze Kambodży zezwoliły Francuzom na dalsze prace w Angkorze, jednak w latch 70 przyszły tragiczne w skutkach niespokojne czasy. Do władzy doszli jedni z najbardziej radykalnych komunistów – Czerwoni Khmerzy. Pod władzą Pol Pota dosłownie zniszczyli kraj, wybili sporą część mieszkańców, unicestwili inteligencję i wyrzucili wszystkich obcokrajowców. Mało tego ten gigantyczny obszar zaminowano tysiącami min, które potem przez lata, usuwano. Angkor ponownie zamknął się dla ludzi. Potem nadeszła inwazja wietnamska, która obaliła szaloną dyktaturę Czerwonych Khmerów, jednak w Kambodży nadal było niespokojnie. Praktycznie nie istniała ona na mapach turystycznych do 1993r, kiedy do tego niezwykle interesującego kraju ponownie zaczęli zjeżdżać turyści.
Mając więc bilety ruszyliśmy do świątyni Angkor Ta Prohm, którą obraliśmy za pierwszą na naszej liście z tego prostego powodu, że większość turystów zaczyna zwiedzanie od najbliższej świątyni jaką jest Angkor Wat, tak więc unikniemy tłumów. I bardzo dobrze się stało, gdyż na początku byliśmy jedynymi gośćmi tego czarującego miejsca i mogliśmy uwiecznić wszystko na fotkach włącznie z imponującym wschodem słońca. Promienie słoneczne przedzierają się przez dżunglę, przenikają przez konary drzew i zatrzymują na grubych korzeniach, które to oplatając świątynie wiją się jak wąż. Niezwykła, tajemnicza wręcz mroczna atmosfera tej świątyni spowodowała, że był tu nagrywany film z Angeliną Joli: Lara Croft – Tomb Raider.
Angkor Ta Prohm została założona przez króla Khmerów DżajawarmanaVII w XIIw jako świątynia buddyzmu oraz uniwersytet. Od 1992r świątynia znajduje się na liście UNESCO. Jest to moja ulubiona świątynia – magia, cisza i spokój, gra cieni i świateł, wysokie drzewa rosnące we wnętrzach murów, korzenie drzew oplatające ściany niczym waż… czujesz się tu jak w jakiejś baśni, jakiejś zaginionej krainie, której ludzki rozum nie ogarnia… istna fantazja… a jednak realna postać zagubionej przez lata świątyni.
Dalej naszym autem z kierowcą i pilotem ruszamy do Angkor Wat i tu już niestety tłumy ludzi nie pozwalają na delektowanie się tym miejscem i uwiecznianiem na zdjęciach ( bez ludzkich głów, pleców, całych wycieczek ), ale i tak się staramy. Angkor Wat to najlepiej zachowana i najbardziej okazała świątynia całego kompleksu, której wieże przypominają kwiat lotosu. Angkor ( jak już wspominałam ) oznacza „miasto” , a Wat „ świątynię”.
Angkor wat to po prostu świątynia – miasto, zbudowane w połowie XIIw przez króla SuryavarmanaII – jest symbolem Kambodży. Świątynia ta znajduje się na fladze państwowej, zdobi paczki papierosów, plakietki na piwach, banknoty, jest dosłownie wszędzie. Owo miasto było budowane przez 30 lat ku czci hinduskiego bóstwa Wisznu. Słynny pisarz Tiziano Terazami, pisał, że świątynia ta to jedno z tych miejsc, gdzie czuje się dumny z przynależności do razy ludzkiej.
Aby dotrzeć do centrum świątyni przechodzimy przez most na ogromnej, otaczającej kompleks fosie, dalej długą, brukowaną drogą, która prowadzi do murów budowli. Dalej spacerujemy arkadami i przechodzimy schodami na coraz wyższe piętra tej ogromnej piramidy. W końcu docieramy do centrum świątyni, a tam wspinamy się na jej najwyższy punkt, z którego roztacza się niesamowity widok na skąpaną w słońcu magiczną krainę.
Po emocjach związanych z Angkor Wat wsiadamy do auta i ruszamy na obszar Angkor Thom ( kolejne miasto wchodzące w skład całego kompleksu ). Pierwszym miejscem przy którym się zatrzymujemy jest Bajon, wybudowany na życzenie DżajawarmanaVII. Wieże świątyni ukazują twarze władcy w nieprzeniknionym uśmiechu; jest ich 216. Władca ten panował w czasach szczytu khmerskiej potęgi i dokonał istotnej przemiany religijnej. O ile Angkor Wat postało jako świątynia boga Wisznu, czyli boga Hinduizmu, o tyle Bajon było już symbolem bardziej restrykcyjnej religii – buddyzmu. Po poprzyglądaniu się twarzom na wieżach świątyni wybraliśmy się po różnych miejscach Angkor Thom ( Wielka Świątynia ), gdyż jest to ogromny teren, więc do eksplorowania jest naprawdę sporo.
Następnego dnia czuliśmy straszny niedosyt tego ekscytującego miejsca, tak bardzo, że już na własną rękę, „znanym i lubianym” tuk tukiem ruszyliśmy na zwiedzanie. Tym razem było o wiele ciekawiej i spokojniej, robiliśmy wszystko we własnym tempie i oczywiście zaliczyliśmy jazdę na słoniu wokół świątyni, przyuważyliśmy też małpki, które całymi rodzinami przechadzają się podczas lunchu przez świątynię i czasami potrafią ukraść ci kanapkę lub owoc z ręki. Cwane bestyjki…Pyszny objad zjedliśmy poza obszarem świątynnym; składał się z ryby, ryżu, warzyw, sosu carry i często stosowanej tu przyprawy lemon grass ( pachnie trochę jak w SPA ), a deser to owocowo – kaszkowo – kokosowy miszmasz plus mój ulubiony owoc dragon fruit – „smoczy owoc”( biały miąższ z czarnymi drobinkami w środku… mniam, mniam ).
Emocje, emocje, emocje – opowiadania, legendy, historia, sztuka, architektura… tyle różnych uczuć, których słowami nie da się wyrazić. Stając na murach tych zapomnianych „przez Boga i ludzi” świątyń, zamyślam się, popadam w melancholię, a wyobraźnia moja nie nadąża przetwarzać tego co tu zobaczyłam i o czym usłyszałam….
Następny dzień mieliśmy nieźle rozplanowany: świątynia Banteay Srei, Kampong Khleang – rybacka wioska, z której wyruszymy w rejs po jeziorze Tonle Sap, dalej Sanctuary of Butterfly – tropikalny ogród motyli, Muzeum Min Lądowych ( Cambodian Self Help Demining ). Zapowiada się kolejny ekscytujący dzień!
Zaczynamy od Banteay Srei – hinduska światynia wybudowana przez Brahmana w Xw, dedykowana bóstwu Shiva. Banteay Srei w tłumaczeniu oznacza „Cytadela Kobiet” lub „Cytadela Piękna”. Jest to świątynia niewielkich rozmiarów, wybudowana z oryginalnego czerwonego piaskowca. Wschodnia wieża ma bardzo ciekawą historię, ukazuje Shiva Nataraja czyli Shiwa Niszczyciel – kosmiczny tancerz, niszczący swym tańcem dotychczasowy wszechświat, przygotowując w ten sposób teren dla Brahmy do stworzenia nowego, lepszego świata. Gdzie nie spojrzeć setki, tysiące, drobnych ornamentów, płaskorzeźb, a magiczny czerwony piaskowiec wydaje się tak delikatny, że aż dziw bierze, że przetrwał do dnia dzisiejszego. Przy świątyni muzykują niewidomi mnisi, którzy sprzedają swoje CD, zbierając pieniądze na pomoc ofiarom wojny khmerskiej ( dołożyliśmy swoją cegiełkę i kupiliśmy taką płytę ).
Ruszyliśmy więc dalej w drogę do Kompong Khleang, a myśląc tylko o zwiedzaniu, zapomnieliśmy o jedzeniu. Jednak była już pora lunchu i nasz kierowca z pilotem zgłodnieli. Kupili więc od przydrożnej sprzedawczyni bambusową tubkę po otwarciu której ukazał się smacznie przyprawiony, podwędzony ryż. Pychotka!!!
Dotarliśmy do celu i od razu ukazał nam się widok zapamiętany we Wietnamie, delcie Mekong – domy pobudowane na cztero metrowych palach ( z powodu pory deszczowej ). Kompong Khleang to wioska rybacka, polożona ok. 55km od Sieam Reap, licząca 20 000 mieszkańców, utrzymujących się wyłącznie z połowu ryb, no i …..turystyki, gdyż wynajmują swoje łodzie i usługi do wypraw po jeziorze Tonle Sap. Jezioro to jest najbardziej zarybionym akwenem słodkowodnym na świecie. Jest to największe jezioro na Półwyspie Indochińskim, które łączy się z rzeką Mekong. Płyniemy więc skromną łódeczką oglądając pływające wioski, gdzie całe rodziny, a właściwie pokolenia żyją, mieszkają, pracują w domach na wodzie. Nazywamy je „ Floating Villages” – domy, łódki swobodnie dryfujące po jeziorze. Cała wioska, cała społeczność, żyje na jeziorze w domach czasem opierających się na beczkach lub fragmentach łodzi albo w domach na palach. Tam pracują, chowają dzieci, chodzą do szkoły. Domki te są bardzo proste i sprawiają wrażenie prowizorycznych, biednych inne wręcz zachwycają kolorami, chociaż i tak pewnie żadne z nas nie dałoby rady tu zamieszkać.
Wracając po południu do wioski widzimy codzienność ich mieszkańców – ktoś pracuje, ktoś inny myje włosy, niektórzy przysypiają na hamakach ( to chyba najlepszy sposób na kambodżańskie upały! ), dzieci bawią się na „gankach” nad samą wodą, pomagają rodzicom przy pracy lub pływają same łódkami. Świat, który widzimy jest niesamowity! Tak strasznie różni się od naszego, że skłania do refleksji. Biedne drewniane domki lub łodzie zastępujące dom, bez zbędnych wygód, golusieńkie dzieciaki biegają samopas , życie na malutkiej powierzchni, na wodzie, gdzie każde „ wyjście” z domu wymaga wiosłowania i przemieszczania się łodzią. Widok jak nie z tej bajki!
Pełni wrażeń i z mnóstwem zdjęć w aparacie wracamy w kierunku Siem Reap zatrzymując się jeszcze po drodze w Sanktuarium Motyli, położonym na terenie tropikalnego ogrodu. Niesamowite, wzbijające się w powietrze i olśniewające barwą kolorów motyle; jeszcze nie widziałam tak dużych i pięknych!
Kolejny i zarazem ostatni punkt naszej dzisiejszej wyprawy to bardzo smutne i przygnębiające miejsce nawiązujące do historii Czerwonych Khmerów. Jest to małe muzeum Min Lądowych, które powstało z prywatnej inicjatywy, a jego założyciel Akai Ra, był niegdyś zmuszony służyć Czerwonym Khmerom jako żołnierz – dziecko. Akai Ra do dziś rozbroił ok. 30 000 min i niewybuchów, a niektóre z nich wystawia w założonym w 1997r muzeum. Według szacunków w Kambodży znajduje się jeszcze do 6 milionów min lądowych, jak również nieznana liczba niewybuchów, bomb i granatów. Pełni konsternacji i zamyślenia ( szczególnie po opowieści naszego pilota, który widział śmierć swojego brata i innych dzieci z jego szkoły, uciekających przed Cz. Khmerami ) wracamy do hotelu, zjadamy kolację i kładziemy się spać, gdyż następnego ranka zacznie się kolejna przygoda. Tak więc po pysznym śniadaniu opuszczamy nasz hotel i ruszamy na lotnisko Sieam Reap. Dziękujemy naszemu kierowcy i pilotowi za opiekę i wiele niesamowitych opowieści wręczając każdemu „tip” zgodnie z tradycją, ale nie tylko dlatego, po prostu chcemy jakoś pomóc, znając realia życia w tym kraju.
Żegnamy imponujące Imperium Khmerów i odlatujemy do Kuala Lumpur w Malezji.
Malezja – państwo w poł – wsch Azji, położone na półwyspie Malajskim i wyspie Borneo. Niestety,… ponieważ stąd właśnie wracamy do domu po podróży do Wietnamu i Kambodży; spędzimy tu tylko dwa dni. Tak jak zwykle, na lotnisku czeka na nas transport, który zabiera nas do hotelu o nazwie Traders. Jak zawsze rzucamy walizki i ruszamy na spacer w pobliżu hotelu, gdyż po południu mamy wejściówki na Petronas TwinTowers, gdyż jest tam ograniczona ilość miejsc wejściowych w ciągu dnia, więc trzeba to sobie zorganizować wcześniej i stawić się o wyznaczonej godzinie. Wieże Petronas ( zwane również bliźniaczymi wieżami ) to dwa drapacze chmur, połączone oszklonym mostem o długości 58m, na poziomie 41 i 42 piętra. Są to jedne z najwyższych budowli świata o wysokości 452m i 88 pięter.
Kolejny dzień przeznaczamy na zwiedzanie stolicy Malezji - Kuala Lumpur. Mając na to tylko jeden pełny dzień korzystamy ( jak zwykle ) z opcji Red Busu, który to zatrzymuje się wszędzie tam, gdzie są najważniejsze atrakcje miasta.
Zwiedzamy więc po kolei:
1. Chinatown, kolorowa i zatłoczona dzielnica KL z mnóstwem sklepów, świątyń i restauracji
2. The Masjid Negara – National Mosque ( wybudowana w 1907r )
3. Menara KL Tower – wieża telewizyjna, gdzie z tarasu roztacza się przepiękny panoramiczny widok na miasto ( zakup biletów w tym samym dniu, bez problemu, w budynku przy wejściu )
4. KL Central Railway Station: budynek dworca kolejowego, który przypomina raczej Meczet ( wybudowany w 1910r )
5. The Sultan Abdu Samadl Building
6. Dayabumi – jeden z pierwszych wieżowców w KL, drapacz chmur o wys.157m
7. Instana Negara ( Pałac Narodowy ), oficjalna rezydencja króla Malezji z konną Gwardią Przyboczną. Usytuowany jest na zboczu Bukit Petaling nad rzeką Klang
8. Pałac Merdeka – bardzo ważne miejsce historyczne. To tu ogłosiła niepodległość Federacja Majów.
9. Independence Square ( Merdeka Square ) – ogromny plac otoczony przez wiele zabytkowych budowli
10. Perdana Botanical Garden – ogród botaniczny
11. National Monument Park
12. National Planetarium Negara
13. Islamic Museum
Po całym długim, męczącym ( bo upał nieziemski ) dniu zwiedzania wracamy do hotelu; szybki prysznic, dopakowanie walizek ( które zostawiamy na recepcji ) i idziemy na kolację i kawę w naszym hotelu ( wliczone w cenę, bufet ) skąd ok. godz 20 przyjeżdża po nas transport, zawożąc na lotnisko. Lot powrotny do Londynu Heathrow mamy o godz 23.30. Był to nasz najdłuższy w życiu lot, bo trwał 14godz 30min.
Wykończeni tak długą podróżą, ale zadowoleni, napełnieni bagażem nowych doświadczeń i wiedzą lądujemy bezpiecznie w Londynie skąd odbiera nas przyjaciel rodziny, u którego nocujemy. Dnia następnego zawozi nas na lotnisko Luton, skąd wracamy do kraju – wiadomo – tanimi i sprawdzonymi liniami Wizzair.

Sprawozdanie to chciałabym zakończyć dwoma ulubionymi cytatami:
„ Świat jest książką i ci ,którzy nie podróżują , czytają tylko jedna stronę” św. Augustyn
„Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj” – Mark Twain; pisarz, satyryk.



1. Kambodża: Siem Reap miasto; kompleks świątyń Angkor: Angkor Wat, Angkor Ta Prohm, Angkor Thom ze świątynią Bajon; Banteay Srei; Jezioro Tonle Sap - pływające wioski; wioska rybacka - Kompong Khleang; Muzeum Min Lądowych.
2. Malezja - Kuala Lumpur: Petronas Twin Tower, Menara KL Tower, Instana Negara - Pałac Królewski, Pałac Merdeka, National Mosque, Independence Square,Perdana Botanical Garden.
Album podróżnika

Hawi

Dodano albumów: 2
2014-08-12 14:19:15
Album podróżnika

Anna

Dodano albumów: 2
2016-11-22 19:06:17
Album podróżnika

Agnieszka

Dodano albumów: 2
2018-03-04 20:34:03
Album podróżnika

Marcin Wąsikowski

Dodano albumów: 2
2019-06-22 16:27:26
Ta strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki mechanizmu przechowywania lub dostępu cookie w Twojej przeglądarce.